Co to znaczy, że ktoś ma «bogate słownictwo» w jakimś języku? Czy to, że jego/jej język giętki jest w stanie powiedzieć wszystko co pomyśli głowa, i. że dana osoba jest w stanie wyrażać się precyzyjnie i bez problemu relacjonować wydarzenia, opisywać świat dookoła siebie i dzielić się przemyśleniami? A może że zna nazwy roślin, zwierząt i części różnych maszyn? Albo może że wie, jak w danym języku powiedzieć «szurać stopami», «utykać», «kombinować» i «rozżalony»? Ewentualnie, że zna sporo synonimów do słowa cudowny po norwesku i nie mówi jedynie, że coś jest «fantastisk», kiedy wyraża zachwyt? Albo zna wiele idiomów i potocznych wyrażeń?
Oraz: czy bogate słownictwo jest konieczne do skutecznego porozumiewania się? Każdy zna przecież tę osobę, która z egzaminu ciągle dostaje A2 lub B1, a jednak jest w stanie zawsze przekazać to, co ma do przekazania, dużo mówi na spotkaniach i ma wielu norweskojęzycznych znajomych…
Dla mnie zasób słów w języku norweskim ważny był zawsze. Pewnie dlatego, że jestem filologiem i nauczycielem i chcę być w stanie dobrze nauczyć tego języka innych. Ale słowa też mnie ciekawią i bawią. Mało rzeczy daje tyle językowej radości, co te momenty, kiedy nareszcie uda Ci się wymyśleć powiedzonko, które rozbawi także rodzimych użytkowników języka.
Niezależnie jednak od tego, jak ten bogaty zasób słów zdefiniujemy, to Ty sam(a) najlepiej wiesz, które słownictwo jest Ci potrzebne, a które absolutnie nie. I najlepiej zacząć od tego, co wykorzystasz w Twoich rozmowach w pracy czy ze znajomymi, lub to, co Cię po prostu interesuje. Ja od siebie mogę dodać, że na egzaminie B2 NIE SĄ Ci potrzebne liczne idiomy ani słownictwo stricte akademickie. Spokojnie można zdać bez tego. Waźne, żeby precyzyjnie i rzeczowo móc prezentować swoje poglądy. Chociaż potoczne słownictwo i różnego rodzaju wyrażenia oczywiście przydadzą się w codziennej komunikacji, a to akademickie do pisania tekstów naukowych. Ale wszystko w swoim czasie:)
A co ja robię, żeby moje słownictwo było coraz bardziej rozbudowane?
- Po pierwsze pamiętam, że aby nauczyć się jakiegoś słowa, trzeba je średnio usłyszeć (w różnych kontekstach) 6-10 razy. Są oczywiście różne badania na ten temat. Te 6-10 razy pochodzą od Jenkinsa, Steina i Wysockiego, ale pamiętam, że ktoś inny podawał kiedyś średnią 8. Tak czy tak, wniosek jest jeden – nie ma co mieć do siebie pretensji o to, że po dwukrotnym usłyszeniu jakiegoś fajnego wyrażenia, nie jesteśmy go w stanie spontanicznie użyć. I warto też przy okazji pamiętać, że czym innym jest rozumienie słówka, a czym innym umiejętność wykorzystania go. Pewnie stąd aż 8 tych razy (średnio oczywiście – czasem 2, a czasem nawet 20), żeby zdążyć poobserwować sobie to słownictwo w różnych okolicznościach i rzeczywiście zobaczyć, w jakich kontekstach się pojawia.
- Z powodów opisanych powyżej zbieram zasłyszane lub zobaczone gdzieś słowa, które są dla mnie zupełnie nowe, albo których po prostu jeszcze sama nie używam. Mam na to specjalny zeszyt, i w nim, niczym skarby, kolekcjonuję interesujące wyrażenia. Przeglądam je potem czasami i przymierzam się do użycia ich w rozmowie z innymi. Czasami brak odwagi, znam przecież tyle innych słów, już wypróbowanych. Ale niekiedy się udaje, szczególnie jeżeli w międzyczasie usłyszę te słowa w jeszcze innym kontekście. Zerkam kątem oka na reakcję rozmówcy. Ok, zrozumiał, więc mogę włączyć słowo do mojego stałego repertuaru. Uwielbiam te momenty.
- Staram się zbierać przede wszystkim całe frazy, a nie tylko pojedyncze słowa. Raz że dzięki temu można nauczyć się poprawnego użycia niejednego przyimka, a dwa że takie «całe» wyrażenia lepiej zostają w głowie niż pojedyncze wyrazy. Spróbuj na przykład wyobrazić sobie samo słowo «dumdristig» (ryzykancki), a potem «dumdristig sjåfør» albo «dumdristig forbikjøring». Te dwa ostatnie są dużo łatwiejsze do wyobrażenia, a tym samym i do zapamiętania.
- Kontakt z językiem. Mam to szczęście, że pracuję wśród Norwegów, i to jeszcze takich, którzy sami posługują się zróżnicowanym słownictwem i mówią różnymi dialektami. Ale niezależnie od tego wiem, że muszę zapewnić sobie kontakt z językiem także poza pracą. Czytać, słuchać, gadać z ludźmi. Tym bardziej, że nowego słownictwa dużo lepiej uczy się w kontekście niż z wkuwania list.
- Rozmowy z ludźmi. Bo wiadomo, świeżo nauczone słownictwo najlepiej wypróbowywać w praktyce. I samo słuchanie i czytanie nie wystarczy. A jeżeli nie masz takiego szczęścia jak ja, że pracujesz z ludźmi, z którymi dobrze rozmawia się podczas lunchu, tu kilka pomysłów, jak zorganizować sobie konwersacje z norweskojęzycznymi osobami.
- Notowanie pytań i językowych wątpliwości i szukanie na nie odpowiedzi. Moje koleżeństwo w pracy do moich pytań już się przyzwyczaiło. Czasami odpowiadają od razu, a czasami agatowe zagwozdki są tematami debat podczas lunchu, jako że odpowiedź nie zawsze jest jednoznaczna. Potem mi mówią «a wiesz, ja się nigdy nad tym nie zastanawiałam». «Różnica między hindre a forhindre? No przecież wiem, kiedy które wybrać… ale jak to wytłumaczyć?» Itd. Więc Ty też pytaj i szukaj, bo jeżeli dobrze trafisz, ludzie tylko się ucieszą, że mogą pomóc. A Ty przestaniesz mieć wrażenie, że ciągle nie jesteś pewna/pewien, która wersja jest prawidłowa albo jak coś powiedzieć.
- Zapisanie się na studia. Od czasu przyjazdu do Norwegii zrobiłam uprawnienia nauczycielskie, studia z nauczania norweskiego jako języka obcego, a ostatnio magisterkę z doradztwa zawodowego. Co wiązało się z czytaniem literatury, pisaniem prac i dyskusją z współstudentami. Mam wrażenie, że to dość mocno przyczyniło się do poszerzenia mojego słownictwa (nawet mój angielski trochę obudził się z zimowego snu dzięki wszystkim artykułom przeczytanym w języku Szekspira) Oczywiście Ty nie musisz robić drugiego licencjata ani pisać po norwesku rozprawy doktorskiej. Czasem już kurs online z interesującej Cię dziedziny już pomoże. Albo zapisanie się do organizacji, w której będą zebrania, pisanie referatów i wymienianie maili. To już jest coś.
Mam nadzieję, że moje pomysły będą dla Ciebie pomocne. A Ty jak uczysz się słownictwa?
A jeżeli chcesz popracować nad swoim słownictwem razem ze mną, zapraszam na kurs konwersacyjny B2. Zapisy już niedługo, tutaj można dopisać się do listy zainteresowanych kursem.

Nazywam się Agata Lazor i prowadzę kursy języka norweskiego. Pomagam w przygotowaniach do egzaminu norskprøve i krok po kroku pokazuję, jak można zacząć mówić i pisać po norwesku. 