Zastanawiam się czasem, jak mogę wesprzeć uczniów, którzy absolutnie nie mają czasu na naukę. Bo niektórzy naprawdę mają ciężko. Z jednej strony praca, czasami na kilka etatów, co już samo w sobie wymaga czasem niezłych zdolności logistycznych. Czasami z ogromną liczbą nadgodzin, od których wcale nie ma możliwości się wymigać. Z drugiej strony jeszcze dzieci. Zajmowanie się nimi, spędzanie z nimi czasu i nierzadko jeszcze dodatkowo wożenie ich z zajęć na zajęcia. To prawda – między własną pracą, ogarnianiem domu a piłką nożną syna nie zawsze łatwo jest znaleźć miejsce na norweski.

A tymczasem wszyscy powtarzają Ci, że w Norwegii z norweskim jest zdecydowanie łatwiej. Albo szef marudzi, że musisz zdać egzamin. Albo szefa masz w ogóle tak bardzo dosyć, że chcesz jak najszybciej znaleźć innego. A do tego norweski jest wręcz konieczny. I jak tu żyć?Poniżej kilka moich pomysłów na to, co można robić, kiedy chcemy uczyć się języka, ale brakuje nam czasu.

  • Zaplanuj swoją naukę. Odpowiedz sobie na pytanie, czego potrzebujesz się nauczyć, i podziel pracę na małe kawałki. Ustal potem, ile konkretnie masz czasu dziennie lub tygodniowo i umów się ze sobą, co kiedy zrobisz. W ten sposób zaoszczędzisz mnóstwo czasu, bo nie będziesz musiała się zastanawiać, za co się zabrać, kiedy zacząć, a kiedy można już skończyć. Ten punkt mam bardzo sprawdzony na sobie. Kiedy przy dużej ilości pracy zaplanuję sobie, co mam kiedy zrobić, po prostu skreślam zadania z listy i cieszę się, kiedy mogę odfajkować kolejną pozycję. A kiedy nie zaplanuję, zdarza się często, że ogrom pracy tak mnie przytłacza, że włączam serial na Netflixie (a po 15 minutach wyłączam, bo mam wyrzuty sumienia, że nie pracuję. Więc nawet odpoczynku z tego nie mam. Też tak masz?)
  • Buduj nawyki związane z norweskim. Kiedy robimy coś automatycznie, nie tracimy czasu na zastanawianie się, czy, dlaczego i w jaki sposób mamy coś zrobić. Po prostu to robimy. Nie ma też tych wewnętrznych negocjacji ze sobą, które zabierają tak dużo energii (ja na przykład czasami dalej prowadzę ze sobą takie rozmowy na temat biegania… nie zawsze wygrywam. Ciekawe jest to, że przebieżka po osiedlu – kiedy dojdzie do skutku – zajmuje mi pół godziny, a dywagacje, czy iść pobiegać, to czasem dwie godziny snucia się po Facebooku, mailach od znajomych, na wpół zaczętych lekcjach do przygotowania i linkach o doradztwie zawodowym. Rzeczy doprowadzonych do końca jest zwykle w ciągu tych dwóch godzin u mnie zero. Chociaż zaczynam wprowadzać różne sportowe przyzwyczajenia, I jest jakby lepiej:)) Nawyki są w każdym razie cudowne. Więcej o nich przeczytasz o tu. A jakie zwyczaje związane z nauką można sobie wyrobić? Chociażby nawyk codziennego uczenia się słówek na Quizlet. Nawyk zbierania ciekawych wyrażeń z czytanych tekstów. Nawyk oglądania filmów z norweskimi napisami (zamiast z polskimi). Nawyk codziennego siadania do nauki przy porannej kawie. Nawyk odzywania się do norweskich kolegów w pracy podczas lunchu. Tu można wymieniać i wymieniać…
  • Wykorzystuj wszystkie możliwe okazje do kontaktu z językiem. Wiadomo, nie mamy czasu, więc dodatkowe lekcje czy Språkkafé nie zawsze dadzą się wcisnąć w Twój napięty grafik. Ale możesz próbować maksymalnie wykorzystywać każdą nadarzającą się okazję do rozmowy z Norwegami. Ścigaj się wręcz sama ze sobą w konkurencji, z iloma osobami w ciągu tygodnia jesteś w stanie zainicjować rozmowę. Niekiedy wcale nie musisz nigdzie specjalnie chodzić. Często zrobisz to zupełnie przy okazji. Na przykład w pracy. Nawet jeżeli pracujesz zupełnie sama, może a nuż ktoś przejdzie obok, kiedy sprzątasz budynek albo robisz projekt graficzny? A może to dobra okazja, żeby szefa poprosić o podwyżkę? Ludzie są też w szkole, w której odbierasz dziecko, w sklepie, na poczcie itd. Słuchaj też norweskiego radia, oglądaj telewizję. Kiedy widzisz na ulicy reklamę, zapamiętaj użytą formę czasownika itd. A w domu gadaj do siebie. Po norwesku oczywiście. To możesz robić myjąc naczynia czy odkurzając.
  i na koniec…
  • Spróbuj pomyśleć o swoim czasie w kontekście wyboru. Nie, to nie znaczy, że masz wybrać nie mieć dzieci czy zwolnić się z pracy po to, żeby uczyć się norweskiego. Albo że masz wybrać być nie-zmęczona. Wręcz przeciwnie. Są rzeczy, na które absolutnie nie masz wpływu. Tak jak nie masz wpływu na to, że urodziłaś się nad Wisłą i norweski, jako że nie dostałaś znajomości języka za darmo od rodziców, musisz teraz wkuwać po pracy. Ale są rzeczy, na które wpływ masz. Z jednej strony możesz świadomie zdecydować, że zajęć masz tyle, że do egzaminu podejdziesz nie teraz, tylko za rok. Albo że w pierwszych latach życia dzieci to one są najważniejsze, a nie język, bo tego jeszcze zdążysz się nauczyć. Czasem taka konkretna decyzja ułatwia życie, oszczędza wyrzutów sumienia i frustracji związanej z koniecznością realizacji zbyt ambitnego celu. Z drugiej strony wyborem może być jednak też to, że to norweski jest ważniejszy od remontu domu. Albo że kiedy wracasz do nauki po urlopie wychowawczym (lub po jakimkolwiek urlopie od norweskiego), to mąż wozi dzieci na zajęcia, a Ty masz czas na rozwijanie języka. I tak dalej. Tak, wiem – życie w praktyce nie jest oczywiście takie proste i na każdą decyzję składa się milion niuansów. Kiedy jednak świadomie o czymś zdecydujesz i dokonasz wyboru dotyczącego swojej nauki, być może później łatwiej będzie Ci się zmotywować do regularnej pracy i tego Twojego wyboru trzymać.

Powodzenia w nauce! Trzymam kciuki!