Oglądanie filmów jest świetnym sposobem na naukę języka. Poniżej znajdziesz bardzo subiektywny przegląd norweskiej kinematografii ostatnich kilkunastu lat. Oglądaj, delektuj się zdjęciami, z napisami, bez napisów, wypisuj słówka albo nie wypisuj. Możesz powtarzać kwestie za aktorami, możesz po prostu cieszyć się z obcowania z językiem. Ale zacznij już dzisiaj. Idź do biblioteki, pożycz od koleżanki, spytaj znajomych kto ma i się podzieli. Ale zrób to. Dzisiaj.

  • Elling (2001), reż. Petter Næss

Dwóch zagubionych chłopaków trafia z ośrodka terapeutycznego do mieszkania komunalnego w stolicy i tam próbują odnaleźć się we współczesnym świecie. Elling boi się wyjść z domu, bo przez całe życie wszystko robiła za niego zmarła już matka, a Kjell Bjerne walczy z uzależnieniem od seksu. Wszystko podane ciepło, z humorem i delikatnością. Jak to w skandynawskich filmach. Film oparty na książce Ingvara Ambjørnsena „Brødre i blodet”, w 2002 otrzymał nominację do Oscara dla najlepszego filmu nieanglojęzycznego.

  • Den brysomme mannen (2006), reż. Jens Lien

Andreas trafia do miasta, w którym wszystko zdaje się być idealne. Centrum lśni czystością i trochę przypomina Oslo. Koledzy w pracy uśmiechają się serdecznie, dom, w którym przychodzi mu mieszkać dla wielu byłby szczytem marzeń. Żona piękna i zadbana organizuje sympatyczne przyjęcia dla znajomych. Po jakimś czasie Andreas orientuje się jednak, że w tym pozornie idealnym świecie coś jest bardzo nie tak. Dlaczego na przykład w rozmowach nie pojawiają się żadne silniejsze emocje, a wszystkie konwersacje dotyczą wyjątkowo błahych spraw?  Dlaczego w mieście nie słychać dzieci? Dlaczego ulice zawsze są wysprzątane, a rany goją się same?

  • Reprise (2006), reż. Jaochim Trier

Dwóch młodych chłopaków marzy o wydaniu swojej pierwszej książki. Jednemu się udaje, drugiemu dopiero później, jeden się zakochuje, jeden nie wytrzymuje emocjonalnie i ląduje na oddziale zamkniętym. Wraca po jakimś czasie, ale wtedy przyjaźń, miłość i wszystko inne trzeba zaczynać od nowa. Uda się? Debiut Joachima Triera, zgłoszony w 2006 r. jako norweski kandydat do nagrody Oscara.

  • Mannen som elsket Yngve (2008), reż. Stian Kristiansen

Film nakręcony na kanwie powieści Torego Renberga pod tym samym tytułem. Jarle Klepp to siedemnastolatek ze Stavanger. Robi to, co większość nastolatków w jego wieku. Słucha muzyki, dyskutuje o polityce z kumplem i spotyka się z Katrine. Gdy w szkole nagle pojawia się Yngve, Jarle musi musi odpowiedzieć sobie na pytanie, kim jest, co jest dla niego najważniejsze i czy możliwe jest, że on, Jarle Klepp jest zakochany, nie dość że w chłopaku, to jeszcze takim, który gra w tenisa i nie słucha The Smiths.

  • Upperdog (2009), reż. Sara Johnsen

Ciepły norweski film z udziałem polskiej aktorki Agnieszki Grochowskiej nagrodzonej za swoj rolę nagrodą Amandaprisen. Dwójka rodzeństwa zostaje rozdzielona podczas adopcji do Norwegii. Po latach polska przyjaciółka Yanne znajduje w domu swoich pracodawców tajemnicze zdjęcie. Kiedy do tej trójki dodamy jeszcze przystojnego żołnierza o dobrym sercu ale trudnej przeszłości, z całości robi się bardzo sympatyczna acz niebanalna opowieść romantyczna.

  • Sønner av Norge (2011), reż. Jens Lien

Wychowany w hipisowskiej rodzinie Nikolaj chce zbuntować się przeciwko porządkowi społecznemu, ale jak tu robić rebelię, kiedy możesz liczyć na bezwarunkowe wsparcie swojego rodzica? Przy okazji dostajemy opowieść o Norwegii, której już nie ma (tytuł filmu raczej nie jest przypadkowy), odrobinę głośnej muzyki i sporą dawkę humoru.

  • Beatles (2014), reż. Peter Flinth

Ekranizacja książki Larsa Saabye Christiansena opowiadającej o czterech nastolatkach z Oslo, którzy, na wzór swoich idoli z Liverpoolu, zakładają młodzieżową kapelę. Wychodzi im raczej średnio, problemy zresztą pojawiają się także na innych polach. Relacje z dziewczynami nie nawiązują się przecież same, z rodzicami jakoś trzeba się dogadać, a i romanse z żonatymi kobietami też kończą się różnie… Sam film jest jednak bardziej sentymentalny niż smutny, opinie na jego temat są różne, ale dalej pozostaje perełką dla wszystkich tych, którzy lubią wracać do starych klimatów.

  • Den 12. mann (2017), reż. Harald Zwart

Film nakręcony na kanwie książki opisującej losy Jana Baalsruda podczas II wojny światowej. Dwunastu partyzantów przedostaje się do Północnej Norwegii w celu dokonania akcji sabotażu niemieckich obiektów militarnych. Tylko jednemu z nich udaje się uciec. Częściowo dzięki sile charakteru i niezłomnej woli przetrwania, a częściowo dzięki bohaterskiej pomocy ze strony lokalnej ludności unika losu swoich współtowarzyszy.

  • Hva vil folk si (2017), reż. Iram Haq

Dorastająca w rodzinie pakistańskich imigrantów Nasha zostaje w przyłapana przez ojca na nocnej schadzce ze swoim norweskim chłopakiem. Chcąc wpoić córce system wartości zgodny z pakistańską tradycją, rodzic przymusem wysyła córkę do rodziny w kraju pochodzenia. Sprawa okazuje się jednak nie być tak prosta, jak mu się wydaje….

  • Thelma (2017), reż. Joachim Trier

Tym razem skrajnie konserwatywna rodzina chrześcijańska. Thelma wyjeżdża na studia do Oslo, gdzie musi stawić czoła nie tylko swoim uczuciom, rodzinnym tajemnicom, ale i pytaniom o własną tożsamość. (Dość przewidywalne) symbole biblijne i taki sam obraz tradycyjnych środowisk chrześcijańskich. To z minusów. Z plusów przepiękne zdjęcia i bardzo subtelnie przedstawiona miłość homoseksualna.

.